Kolejny dzień, kolejne siedem godzin w upale, pocie i głośnej pracy. Bóg wie czemu uwielbiam pracę w sklepie z gitarami.... Nie zrozumcie mnie źle, kocham swoją pracę. Ale faktem jest to, że w Los Angeles jest ekstremalnie gorąco, a mój szef, Danny, puszcza muzykę za głośno 24/7, czasami sprawiając, że mój dzień staje się troszeczkę zbyt nieprzyjemny.
Sklep był prawie pusty, zbliżało się południe a jedynym klientem, który wyszedł był gruby i spocony facet, z naprawdę długimi włosami. Przychodził tutaj codziennie, po prostu poczytać komiksy na tyłach sklepu.
Mój brzuch zaburczał głośno, przez co jęknęłam. Moja przyjaciółka a zarazem współpracownik, Lucy, dołączyła do mnie gdy tylko jęknęła i opadła na swoje krzesło, kładąc nogi na przeciwną stronę lady.
"Cholera. Gorąco." -Wysapała dramatycznie, wycierając pot z czoła.
"Cholera. Głodna." -Naśladowałam ją, ściskając brzuch rękoma. Nie wykazałam się zbytnią mądrością, nie jedząc dziś rano śniadania...
"Masz gumkę?"-Zapytała rozdrażniona, wachlując się komiksem o Batmanie.
"Nie mam więcej..."- Zaśmiałam się, związując moje blond włosy w bardzo wygodnego i niechlujnego koka. Westchnęłam głośno, gdy mój kark stał się chłodniejszy.
Lucy skrzywiła się, na co uniosłam brew spoglądając na nią, a ta rzuciła we mnie komiksem o Batmanie.
"Naprawdę dojrzałe...". Zaszydziłam w żarcie i odłożyłam książkę na ladę jak poszła na zaplecze po wodę.
Hałas otwieranych drzwi zwrócił moją uwagę. Obróciłam się figlarnie na moim krześle obrotowym, przybierając na twarz uśmiech i zwracając oczy na nowego klienta. Mój uśmiech natychmiast zblednął, gdy atmosfera stała się napięta.
Pozornie umięśniony blondyn około dziewiętnastki, jakby od niechcenia wszedł do sklepu. Miał na sobie czarne Ray Bany, prostą, czarną koszulkę i ciemne spodnie. Nawet nie mogłam sobie wyobrazić jak gorący był w tym momencie.
Nie będąc niegrzeczną, ale przypominał mi jakiegoś szulera, oszusta... Cały czarny i mroczny.
Jego blond włosy były zaczesane w górę i jego postawa... Nawiasem mówiąc to, jak chodził, wypadł na zarozumiałego i aroganckiego gościa. Schował ręce do kieszeni, swobodnie skierował się do sekcji z gitarami elektrycznymi. Przyjrzał się kilku sztukom zanim obrócił się w moją stronę.
Speszona, szybko spróbowałam odwrócić wzrok, "czytając" komiks, którym niedawno zostałam uderzona w twarz. Usłyszałam jego kroki, gdy się zbliżał, jednak nie wahałam się wciąż trzymać książki blisko twarzy.
Chrząknął, przez co zauważyłam, że stoi na przeciwko mnie, po drugiej stronie lady. Powoli odłożyłam książkę, patrząc na niego. Spojrzał na mnie i głupkowato się uśmiechnął.
Sklep był prawie pusty, zbliżało się południe a jedynym klientem, który wyszedł był gruby i spocony facet, z naprawdę długimi włosami. Przychodził tutaj codziennie, po prostu poczytać komiksy na tyłach sklepu.
Mój brzuch zaburczał głośno, przez co jęknęłam. Moja przyjaciółka a zarazem współpracownik, Lucy, dołączyła do mnie gdy tylko jęknęła i opadła na swoje krzesło, kładąc nogi na przeciwną stronę lady.
"Cholera. Gorąco." -Wysapała dramatycznie, wycierając pot z czoła.
"Cholera. Głodna." -Naśladowałam ją, ściskając brzuch rękoma. Nie wykazałam się zbytnią mądrością, nie jedząc dziś rano śniadania...
"Masz gumkę?"-Zapytała rozdrażniona, wachlując się komiksem o Batmanie.
"Nie mam więcej..."- Zaśmiałam się, związując moje blond włosy w bardzo wygodnego i niechlujnego koka. Westchnęłam głośno, gdy mój kark stał się chłodniejszy.
Lucy skrzywiła się, na co uniosłam brew spoglądając na nią, a ta rzuciła we mnie komiksem o Batmanie.
"Naprawdę dojrzałe...". Zaszydziłam w żarcie i odłożyłam książkę na ladę jak poszła na zaplecze po wodę.
Hałas otwieranych drzwi zwrócił moją uwagę. Obróciłam się figlarnie na moim krześle obrotowym, przybierając na twarz uśmiech i zwracając oczy na nowego klienta. Mój uśmiech natychmiast zblednął, gdy atmosfera stała się napięta.
Pozornie umięśniony blondyn około dziewiętnastki, jakby od niechcenia wszedł do sklepu. Miał na sobie czarne Ray Bany, prostą, czarną koszulkę i ciemne spodnie. Nawet nie mogłam sobie wyobrazić jak gorący był w tym momencie.
Nie będąc niegrzeczną, ale przypominał mi jakiegoś szulera, oszusta... Cały czarny i mroczny.
Jego blond włosy były zaczesane w górę i jego postawa... Nawiasem mówiąc to, jak chodził, wypadł na zarozumiałego i aroganckiego gościa. Schował ręce do kieszeni, swobodnie skierował się do sekcji z gitarami elektrycznymi. Przyjrzał się kilku sztukom zanim obrócił się w moją stronę.
Speszona, szybko spróbowałam odwrócić wzrok, "czytając" komiks, którym niedawno zostałam uderzona w twarz. Usłyszałam jego kroki, gdy się zbliżał, jednak nie wahałam się wciąż trzymać książki blisko twarzy.
Chrząknął, przez co zauważyłam, że stoi na przeciwko mnie, po drugiej stronie lady. Powoli odłożyłam książkę, patrząc na niego. Spojrzał na mnie i głupkowato się uśmiechnął.
"W czym mogę pomóc?"- Zapytałam grzecznie, będąc w trochę niekomfortowej sytuacji. Gdzie podziała się Lucy?
"Ja... Uhm, Chciałbym wiedzieć ile kosztuje gitara?"- Zapytał wskazując na ścianę gitar, które wcześniej oglądał.
"Która?" -Pytając wstałam i obeszłam ladę, by być bliżej instrumentów. Ruszył za mną i stanął przy błyszczącej, gładkiej, czarnej gitarze.
"Ta". -Objął ją ręką, opierając się o stojak. Zdjął okulary i schował do kieszeni, odkrywając piękne, błękitne oczy. Spojrzałam na niego, on z powrotem zaczął przyglądać im się z uwagą.
Wypadłam z transu i skupiłam się na pracy.
"Sto dziewięćdziesiąt dziewięć, dziewięćdziesiąt dziewięć. "-potwierdziłam.
Nie odpowiedział.
Spojrzałam na niego i nie wydawał się być dłużej zainteresowany. Utkwił we mnie swój wzrok. Gdy zerknęłam jeszcze raz, jego oczy zjechały w górę i w dół po moim ciele, niezbyt sekretnie mierząc mnie wzrokiem.
"Mógłbyś??? " -Spytałam niegrzecznie, pstrykając palcami przed jego twarzą.
Z powrotem skupił wzrok na mojej twarzy, jego piękne, niebieskie oczy spotkały się z moimi brązowymi, gdy chrząknął.
"Nie mogłem się powstrzymać".- Mrugnął do mnie.
Ughh... Obrzydliwe. Wywróciłam oczami ale nie zareagował.
"Więc... Masz chłopaka?"- Zapytał arogancko, unosząc brew.
"Nie twoja sprawa". - Splunęłam, odwracając wzrok.
"Chcę wiedzieć." -Odciął się, przechodząc do przodu, by być na linii moich oczu.
"Nie interesuje mnie to." -Odpowiedziałam stanowczo i ruszyłam do lady, za którą siedziała Lucy, szczęśliwie ściskając butelkę wody.
Słyszałam jego kroki za sobą, przez całą drogę do lady. Usiadłam za kasą i spojrzałam na jego wysoką figurę, gdy stał na przeciwko mnie.
"Możesz wyjść". -powiedziałam.
"Tak się nie traktuje klientów, prawda, skarbie?"- Odpowiedział zadowolony z siebie i oparł się o ladę.
Bez zastanowienia zepchnęłam jego łokieć, przez co zachwiał się na nogach i minęła chwila zanim odzyskał równowagę.
"Nie nazywaj mnie tak." -Warknęłam, prawdopodobnie wychodząc na sukę.
Wkurzał mnie, będę suką. Tak właśnie to działa.
"Będę Cie nazywał, jak będę chciał."- Zadrwił i spojrzał na Lucy, która przyglądała się zmieszana naszej rozmowie, po czym mrugnął do niej także. Zrobiła zdegustowaną minę i spojrzała na mnie, mało nie kwestionując jego czynu.
"W każdym razie..." -Westchnął.-"Wrócę jutro. Narazie, skarbie."
W tym momencie założył swoje Ray Bany i wyszedł ze sklepu.
"Co to do cholery było, Natalie?" - Oburzyła się.
"Ja... Uhm, Chciałbym wiedzieć ile kosztuje gitara?"- Zapytał wskazując na ścianę gitar, które wcześniej oglądał.
"Która?" -Pytając wstałam i obeszłam ladę, by być bliżej instrumentów. Ruszył za mną i stanął przy błyszczącej, gładkiej, czarnej gitarze.
"Ta". -Objął ją ręką, opierając się o stojak. Zdjął okulary i schował do kieszeni, odkrywając piękne, błękitne oczy. Spojrzałam na niego, on z powrotem zaczął przyglądać im się z uwagą.
Wypadłam z transu i skupiłam się na pracy.
"Sto dziewięćdziesiąt dziewięć, dziewięćdziesiąt dziewięć. "-potwierdziłam.
Nie odpowiedział.
Spojrzałam na niego i nie wydawał się być dłużej zainteresowany. Utkwił we mnie swój wzrok. Gdy zerknęłam jeszcze raz, jego oczy zjechały w górę i w dół po moim ciele, niezbyt sekretnie mierząc mnie wzrokiem.
"Mógłbyś??? " -Spytałam niegrzecznie, pstrykając palcami przed jego twarzą.
Z powrotem skupił wzrok na mojej twarzy, jego piękne, niebieskie oczy spotkały się z moimi brązowymi, gdy chrząknął.
"Nie mogłem się powstrzymać".- Mrugnął do mnie.
Ughh... Obrzydliwe. Wywróciłam oczami ale nie zareagował.
"Więc... Masz chłopaka?"- Zapytał arogancko, unosząc brew.
"Nie twoja sprawa". - Splunęłam, odwracając wzrok.
"Chcę wiedzieć." -Odciął się, przechodząc do przodu, by być na linii moich oczu.
"Nie interesuje mnie to." -Odpowiedziałam stanowczo i ruszyłam do lady, za którą siedziała Lucy, szczęśliwie ściskając butelkę wody.
Słyszałam jego kroki za sobą, przez całą drogę do lady. Usiadłam za kasą i spojrzałam na jego wysoką figurę, gdy stał na przeciwko mnie.
"Możesz wyjść". -powiedziałam.
"Tak się nie traktuje klientów, prawda, skarbie?"- Odpowiedział zadowolony z siebie i oparł się o ladę.
Bez zastanowienia zepchnęłam jego łokieć, przez co zachwiał się na nogach i minęła chwila zanim odzyskał równowagę.
"Nie nazywaj mnie tak." -Warknęłam, prawdopodobnie wychodząc na sukę.
Wkurzał mnie, będę suką. Tak właśnie to działa.
"Będę Cie nazywał, jak będę chciał."- Zadrwił i spojrzał na Lucy, która przyglądała się zmieszana naszej rozmowie, po czym mrugnął do niej także. Zrobiła zdegustowaną minę i spojrzała na mnie, mało nie kwestionując jego czynu.
"W każdym razie..." -Westchnął.-"Wrócę jutro. Narazie, skarbie."
W tym momencie założył swoje Ray Bany i wyszedł ze sklepu.
"Co to do cholery było, Natalie?" - Oburzyła się.
Ten chłopak serio miał jakieś problemy... Jeśli byłby milszy, może mogłabym mu dać szanse. To znaczy... Był gorący! Ale jego postawa sprawiała, że po prostu chciałam walnąć go w twarz... kaktusem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz