Sharpie by. Paceful_serenity

czwartek, 8 sierpnia 2013

Chapter 2

Lucy nie ma dziś w pracy i to mnie martwi. Ten arogancki chuj powiedział, że przyjdzie dziś ponownie, a ja nie jestem pewna czy powstrzymam mój gniew.
Jeśli gdzieś w sklepie jest jakiś kaktus, postaram się trzymać z daleka od niego. Nie mam takiej potrzeby, żeby zostać wywaloną z pracy za napastowanie kogoś roślinką.
                                                Nawet jeśli ten ktoś na to na prawdę zasługuje.
Tak jak każdego, innego dnia, nie było nikogo w sklepie. Gorąco było niewyobrażalne, nawet gdy spięłam swoje blond włosy w kucyka, jak to mam w zwyczaju.
Okulary osunęły mi się na nos więc przesunęłam je z powrotem na miejsce, by zakrywały moje brązowe oczy. 
                                                          Co za walka z mojego życia... ygh.
Zajęłam się czytaniem Batmana. Moje oczy powolnie skanowały słowa i obrazki. Czytałam go chyba ze sto razy, prawdopodobnie mogłabym wyrecytować go z serca...
Biała koszulka z Beatelsami przykleiła się do mojej spoconej klatki piersiowej i nawet nie drgnęła gdy brałam wdech i wydech.
Ledwo poradziłam sobie z odczepieniem lepkiej koszulki od mojego krzesła by wstać i ochłonąć.
Otrzepałam swoje krótkie spodenki, mimo tego, że były idealnie czyste. Zdecydowałam, że przejdę się na zewnątrz, stwierdzając, że to czas na moją przerwę.
Otworzyłam szklane drzwi i pozwoliłam chłodnemu powietrzu owiać moje ciało dookoła. Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się, biorąc głęboki oddech świeżego powietrza.
Szłam wzdłuż ulicy z rękoma w kieszeniach, nucąc wesołe dźwięki.
Słońce było wysoko na niebie; było popołudnie. Moje proste, blond włosy rozwiewał wiatr i to właśnie rozjaśniło mój humor.
Sięgnęłam do kieszeni by wyjąć z niej telefon, kiedy zorientowałam się, że zostawiłam go w środku. Moje serce podskoczyło momentalnie, ale uspokoiłam się, bo przecież nikogo nie było w sklepie tak czy siak. Była pora lunchu więc większość ludzi teraz jadła.
"Ufff..."- Westchnęłam i skierowałam się w stronę kawiarni. Nie przepadałam zbytnio za kawą, ale byłam pewna, że mrożone cappuccino dobrze mi zrobi.
Wymacałam kieszeń i znalazłam w niej pięć dolarów, więc weszłam do środka i kupiłam dużą kawę mrożoną.
Wracałam z wielkim uśmiechem na twarzy. Dzisiejszy dzień dobrze mi mijał. Byłam w dobrym humorze, miałam swoją kawę, byłam sama. W sklepie nie byłam zajęta i nie było tu żadnego zarozumiałego chłopaka, który musiał przyłazić by mnie wkurzać.
Po dobrych piętnastu minutach chodzenia, postanowiłam wracać do sklepu. Wciąż był pusty, rozejrzałam się na obie strony i dostrzegłam jednego klienta przy sekcji z gitarami elektrycznymi.
Trzymał znajomą, czarną gitarę, którą chciał tamten chłopak.  Gdy odwrócił się z instrumentem w rękach, moje serce zamarło. Pomieszczenie wydawało się zimniejsze i poczułam dreszcze na skórze, nawet gdy było upalnie.
                                                          Jezus... Muszę się ukryć.
Niezdarnie potknęłam się, czmychając  w kierunku kasy i schowałam się pod ladą. Mój oddech był dość ciężki, a moja kawa odmówiła pozostania w mojej drżącej dłoni.
Szczerze, nie wiedziałam czemu ten koleś mnie przerażał. On po prostu wyglądał jak ktoś z kimś nie chciałabyś walczyć, albo ktoś, kogo nie chciałabyś zdenerwować. A byłam pewna, że go wczoraj nieźle wkurzyłam.
                                                     To jest to, to dlatego się go bałam.
Zastukał kostkami o blat i zamarłam.
"Puk, puk; Kto tam?" - Zabrzmiał jego głos.
Powoli podniosłam się, moja twarz miała zarys irytacji.
Spojrzałam na niego, starając się przedrzeć przez RayBany do jego niebieskich oczu.
"Czego chcesz?- Spytałam
"Ciebie."- Uśmiechnął się cwanie, wciskając okulary do kieszeni i przygryzając bok policzka.
"Ou."- Zadrwiłam i obróciłam się wyrzucając pusty kubeczek.
"Żartowałem."- Zaśmiał się.-"Przyszedłem dać Ci to."
Usłyszałam, jak położył coś na blacie i obróciłam się, by zobaczyć mój telefon leżący między jego łokciami.
Podbiegłam i zabrałam go, sprawdzając czy ma jakieś wgniecenia czy pęknięcia.
"Co z nim zrobiłeś?!" - Zapytałam nie będąc pewna, czy chcę znać odpowiedź.
"Nic." -zaśmiał się.
"Zrobiłeś coś! Leżał obok kasy. Nie miałeś żadnego powodu żeby go wziąć i zabrać gdzieś, gdzie był.".
"Nic nie zrobiłem." -Mruknął dosadnie.
"Zrobiłeś."-Odcięłam się.
"Nie zrobiłem."
"Zrobiłeś"
"Nie zrobiłem."
"Zrobiłeś."
"Jesteś słodka kiedy się złościsz. "- Mrugnął do mnie.
"Jesteś obrzydliwy..." Powiedziałam, wywracając na niego oczami i usiadłam na krześle.
Będąc szczera, nie wyglądał na "złego" kolesia... No, może miałam takie pierwsze wrażenie, ale teraz jest ok, właściwie jest w jakiś sposób słodki...
                                                Ale nadal musi być walnięty kaktusem.
Podśmiechiwał się pod nosem przez kilka sekund i z powrotem na mnie spojrzał.
"Nigdy nie spytałem o twoje imię, skarbie." -Napomknął
"Mówiłam Ci, żebyś tak do mnie nie mówił."- powiedziałam stanowczym głosem.
"Przepraszam, ale nie znam twojego imienia, Aniele." Uśmiechnął się bezczelnie.
"Natalie.a Ty jesteś....? "- Mruknęłam poddenerwowana i spojrzałam na niego.
"Niall. Mów mi jak Ci się podoba."- Mrugnął, uśmiechając się szeroko.
Zauważyłam, że jego zęby były na prawdę proste, a jego uśmiech nawet atrakcyjny. To znaczy... Jego cała twarz była atrakcyjna; jego ciało.
"Chciałabym nazywać Cię wieloma rzeczami, ale nie są one zbyt uprzejme." - Splunęłam.
"Dobrze więc."- Odepchnął się i wskoczył na ladę, siadając na niej, a jego zarozumiały uśmiech rozszerzał się wokół jego ust.
"Spadaj stąd!".- Powiedziałam spoglądając na niego i skrzywiłam się, mając nadzieje, że zrozumie moją aluzję, że go nie lubię.
"Zrobię, co zechcę".-Zripostował dziecinnie, machając nogami pod ladą, więc właściwie leżał na niej, opierając się plecami o kasę.
"Wypad!".- Powiedziałam ponownie, tym razem bardziej stanowczo.
"Co powiesz na...nie." - Przekomarzał się. Jego wyraz twarzy zmienił się, a usta ułożyły się w wąską linię. Teraz wyglądał o wiele groźniej.
Skrzyżował ramiona i dostrzegłam tatuaż na jego ramieniu. Nie mogłam zrozumieć sensu robienia sobie tej... "ozdoby".
"Złaź do cholery z lady, dupku.".-syknęłam.
"Zrobię co zechcę, suko."-Zadrwił. To była zdecydowanie jego zła strona, a ja ją poruszałam...
Zaskoczyła mnie jego odpowiedź. Nazwał mnie suką. Serio?! Może wyszłam teraz na hipokrytkę, ale po prostu broniłam się, a on był dupkiem i nie mającym podstaw do osądzania mnie.
"Powiedziałam, zejdź."-W tym momencie podniosłam nogę i skopałam go z lady.
Upadł bokiem i usłyszałam łomot jego ciała, gdy spotkało się z podłogą. Nie wiem co mną kierowało, ale nagła fala rozrywała mnie od środka i czułam się z tym dobrze.
Usłyszałam jęk jak się podnosił, trzymał się ręką za bok, a jego twarz czerwieniała kiedy starał się opanować złość.
"Złe posunięcie. ".-Syknął." Nie poddam się".
"I co masz na myśli?" Zagroziłam wstając. Nie wiem czemu miałam tyle odwagi.
 Stara Natalie już dawno by stąd uciekła.
"Zdobędę Cie."- Powiedział a jego oczy zjechały po moim ciele. Obrócił się i  skierował do wyjścia ze sklepu, wkurzony popchnął drzwi i wsiadł do swojego czarnego auta.
Teraz się przeraziłam. Co ja do cholery narobiłam?! Wpakowałam się w kłopoty i byłam przestraszona. 
                                                            Dobre posunięcie, Natalie...
Opadłam na krzesło, marząc by ten dzień skończył się szybko, bym mogła iść do domu się wyspać. Westchnęłam ciężko i zamknęłam oczy na kilka minut, tylko po to, by być rozbudzoną przez wibrujący telefon.
Podniosłam go i przejechałam palcem po ekranie w celu odblokowania. Serio, nigdy nie miałam hasła. Miałam skłonności do zapominania ich, więc stwierdziłam, że lepiej będzie bez niego. Moja szczęka opadła, gdy przeczytałam wiadomość.
"Nie myśl, że się mnie pozbyłaś, Aniele. -Niall x" .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz