Sharpie by. Paceful_serenity

wtorek, 13 sierpnia 2013

Chapter 3

Nie mogłam uwierzyć, że ta kreatura, właściwie wzięła mój telefon i zapisała w nim swój numer. Teraz on znał mój. Mógł mnie teraz śledzić i...i...Bóg wie, co jeszcze mógł zrobić.
Szybko chodziłam po pokoju, gotowała się we mnie złość z każdym rozwścieczonym krokiem, który zrobiłam. Nerwy dudniły mi w głowie, czułam się, jakbym chciała w coś walnąć. Bardziej precyzując, walnąć w niego.
"UGHHH"- Jęknęłam głośno i walnęłam się na łóżko, opadając na plecy chwilę wcześniej, zanim przekręciłam się na brzuch.
Wzięłam telefon przed oczy i odblokowałam ekran. Weszłam w wiadomości na które nie odpowiedziałam i wybrałam jedną.
Zaczęłam pisać.
"Ty prostacki, głupi, mały chuju. "
Yeaah, brzmi dobrze. Kontynuuję.
"Jak śmiałeś w ogóle wpisywać swój numer do mojego telefonu i pisać do mnie. Zadzwonię na policję. Zgłoszę Cie i pójdziesz siedzieć." -pisałam.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją jak wcisnęłam "wyślij" i odłożyłam komórkę na moją niebieską kołdrę.
"To Ci pokaże..." Powiedziałam do siebie, wciąż miałam przyspieszone tętno, gdy wpatrywałam się w sufit rozmyślając sposoby jak mogłabym się na nim odegrać.
Prawie natychmiast telefon zawibrował, więc podniosłam się by przeczytać wiadomość.
"No dalej, Aniołku. Nie musisz być zadziorna. Nie jestem gwałcicielem, uspokój się. x"
Prychnęłam.
"Nie. Nie uspokoję się. Jesteś niemożliwy, wiesz? I co mają znaczyć te "x"? To buziaki? Jestem pewna, że nie chce ich od Ciebie!".
Wysłałam wiadomość. Boże, ten chłopak jest idiotą. On i jego głupi wygląd, jego trochę szulerska twarz, na dodatek "chce mnie zdobyć" i serio mam nadzieję, że przyjmie wskazówkę i odpuści zanim puszczą moje nerwy.
Obserwowałam kręcący się wiatrak w suficie, skwapliwie czekając na jego odpowiedź, wielokrotnie delikatnie uderzałam palcami o brzuch.
Telefon znów zawibrował, przyciągając moją uwagę. Podniosłam go i otworzyłam wiadomość.
"Tak, to buziaki. Nie możesz powstrzymać mnie przed wysyłaniem ich, kochanie. Zrobię, co zechcę. x"
Mruknęłam pod nosem na jego arogancję, byłam w stanie ją teraz poczuć, z każdym posunięciem moja bezinteresowność wobec jego osoby malała.
"Właściwie to jesteś niedorozwinięty." odpisałam.
"Nie, to Ty masz urojenia." - odpisał gwałtownie.
Wydałam sfrustrowany dźwięk, przypominający jakby osła i napisałam końcową wiadomość.
"Do widzenia, Niall (: "
Starałam się mu jakoś dokuczyć, ale szczerze.... nie miałam pojęcia jak powiedzieć mu "nara", skoro jeździłam go w dowolny sposób. Może się obraził? Niee... Nie jest tak dziecinny.
Z drugiej strony... może jest.
Chwyciłam komórkę by sprawdzić czy napisał, ale nie zrobił tego. Przeczytał moją wiadomość.
Może się nie wkurzył... Może właśnie odpuścił i miał dość mojej zaciekłości?
Chociaż mały argument był kończący, moja krew wciąż się we mnie gotowała na każdą myśl o nim.
Musiałam się przejść. Po prostu krótka rundka wokół sąsiedztwa. Może wezmę psa? Yeeah, wezmę Coco na spacer.
"Coco, skarbie? Chcesz się przejść?" Powiedziałam głośno na cały dom, mój głos rozszedł się echem po holu.
Chwilowo nastąpiła cisza, spojrzałam na dół w poszukiwaniu małego jamnika. Niedługo potem usłyszałam ciche stukanie pazurów i zeszłam na dół.
"Tu jesteś!"- powiedziałam. "Idziemy an spacer, dobrze?"
Zamerdał swoim małym ogonkiem z ekscytacją gdy zapięłam obrożę na jego szyi . Szybko podrapałam go za uchem i pociągnęłam lekko, by poszedł za mną do wyjścia.
Otrzepałam ciemną sierść z dłoni i ze spodenek, po czym otworzyłam drzwi i oślepiło mnie jasne, słoneczne światło.
Ciepłe, letnie powietrze wleciało do domu i poczułam je na policzku, w kontraście z tym chłodnym, domowym.
Wyszłam na zewnątrz z roztargnionym Coco i skierowałam się wzdłuż chodnika, wdychając ciepłe powietrze, próbując się odprężyć.
Ten idiotyczny chłopak, starał się zwrócić moja uwagę kradzieżą komórki. Próbował zachęcić mnie do polubienia go, będąc kompletnym kretynem.
Myślał, że kim niby jest? I jeśli w ten sposób podrywał inne dziewczyny, to musiały być one serio zdesperowane.
Ja po prostu... Nawet nie wiem gdzie to wszystko się zaczęło. To nie kończąca się lista rzeczy, które chciałabym mu zrobić- Większość z nich jest negatywna.- ale niektóre rzeczy z tej listy mogą lub nie, angażować mnie  w związek z nim.
Przepraszam za wywnioskowanie, że Pan Szuler jest ekstremalnie atrakcyjny. Jego oczy wprowadzają Cie w trans, a jego uśmiech jest przyciągający. Wszystko w jego fizycznym wyglądzie zapierało dech w piersiach.
Mogłabym zrobić mu teraz zdjęcie, stał na przeciwko mnie. Ramiona luźno zwisały, gdy trzymał ręce w kieszeniach. Ray Bany trzymały się na jego nosie, dodając mu pikanterii, do tego uśmiech w kącikach jego ust.
"Zrób zdjęcie, starczy na dłużej." -Powiedział głos.
Wróciłam do świata realnego i stwierdziłam, że nie wyobraziłam sobie Nialla stojącego na przeciwko mnie.... On na serio tu stał. Chciałam umrzeć na tym chodniku, po prostu stałam tam jak idiotka, wgapiając się w niego. Bez jakiejkolwiek chęci patrzenia gdzie indziej.
Patrzyłam na niego z rozdziabioną gębą i oczami szeroko otwartymi, zaskakując samą siebie tym, jak bardzo idiotyczna była ta sytuacja.
"Żartujesz sobie ze mnie..." -powiedziałam
"Lubisz, to co widzisz, aniele?" -zapytał, rozszerzając ramiona w sarkastycznym geście pokazania się.
"Nie". -Stwierdziłam stanowczo.-"I mówiłam Ci, żebyś tak do mnie nie mówił, Sharpie."
"Jak mnie właśnie nazwałaś?"-zapytał. -"Widzę, że dajesz mi już ksywki..."
Przyłożyłam dłoń do ust, już żałując że mogę nieświadomie wygadać wszystkie moje "ksywki", które na niego miałam. Cholera...
"Nic.". -Powiedziałam odwracając od niego wzrok.
"Mogę przysiąc, że nazwałaś mnie szulerem..." - Powiedział, przysuwając bliżej głowę, tak, że dzieliła nas tylko odległość stopy.
Mogłam wyczuć jego miętowy oddech wydobywający się z jego ust i moje tętno natychmiast przyspieszyło.
"J-ja nie powiedziałam tak." -Skłamałam.
Zaśmiał się.
"Myślę, że powiedziałaś, Natalie.".
Spojrzałam na niego, aż raził mnie prawdą spod swoich jeszcze miłych-atrakcyjnych  Ray Banów. Jeśli wzrok mógłby zabijać, już dawno by nie żył.
"Zamknij się. Bo zadzwonię na policję." -Zagroziłam.
"Teraz. Czemu to zrobiłaś, kochanie?" - stanął bliżej mnie, przyciągając głowę.
"Powiedziałam, żadnych pieprzonych ksywek."
"Sharpie jest ksywką, tak?"- Uśmiechnął się cwanie, zadowolony ze swojej wypowiedzi.
Kurwa. Czemu nie kontroluję tego co mówię do ludzi???
"Przestań nazywać mnie jakkolwiek. Nie aniołek, nie kochanie, nie skarbie, nawet nie mów do mnie Natalie. "-Powiedziałam a moja złość wręcz mnie zżerała.
"Sory, myślałem nad nazwaniem Cię suką." -Zadrwił.
Jęknęłam głośno.-"Przestań mnie tak nazywać."
"Co? Nie mogę mówić Ci po imieniu, nie mogę nazywać Cie po twoim zachowaniu. Jak więc mam do Ciebie mówić?! " Podniósł głos.
Objęłam ramionami klatkę piersiową i westchnęłam głośno."J-Ja... Po prostu mów mi jak chcesz. Tak długo, jak będzie to miłe."
Uśmiechnął się ufnie, cofając się troszeczkę i wpatrywał się w ziemię, bawiąc skrawkiem ciemnego T-shirtu.
"Kto to?" Zapytał, uśmiechając się do Coco, który wąchał trawę.
"Ummm..." -Zwróciłam uwagę na psa." To Coco".
Co on robi? Sekundę temu był aroganckim idiotą, a teraz jest milutki? Boże, to jak dwie różne osoby w jednym ciele. Złą rzeczą było to, że lubiłam jego miłą stronę... Tak trochę...
"Jest taki słodki! To chłopak, nie?" - Uklęknął przy psie i pociągnął za smycz, by Coco podszedł do niego.
Pochyliłam się lekko w ich stronę.
Coco ufnie podszedł do niego, a ten zaczął głaskać go po głowie, uśmiechając się przy tym jak mały chłopczyk przy swoim pierwszym szczeniaczku. Nie mogłam pojąć, jak cholernie cudnie wyglądali.
Zmarszczka na jego czole powiększyła się, gdy uśmiechnął się szeroko i na prawdę słodko, mogłabym przysiąc, że zauważyłam mały dołeczek.
Zaśmiał się, gdy Coco zaczął lizać jego dłoń.
"Przestań! To łaskocze!" -Zachichotał.
Przysięgam, że byłabym bliska ataku serca jeśli dalej by kontynuował. Czułam mix wielu uczuć względem tego chłopaka, a teraz, przysięgam, że zaczynałam się w nim zakochiwać.
Z drugiej strony, mogłabym być zdeptana przez stado bawołów przez to całe moje zamartwianie się. Jeśli chciał, bym dała mu szanse, musiał pokazywać właśnie tą stronę. Nie tą drugą.
Uśmiechnęłam się jak Coco wskoczył na niego i zaczął go lizać po twarzy, a jego ogon merdał jak szalony. Niall obrócił się, starając zdjąć z siebie psa nie robiąc mu krzywdy. Jego cudowny i pełen szczęścia śmiech wypełnił moje uszy i powiększył mój uśmiech jeszcze bardziej.
To była ta strona którą się cieszyłam. Właśnie ta. Ta strona w której byłabym skłonna się zakochać.
"Zabierz go ode mnie!"- Śmiał się głośno. "Ja umrę! Pomocy!" .
Zachichotałam i zabrałam Coco, stawiając go obok Nialla. Wstał i otrzepał spodnie, trochę chichocząc.
"Dzięki."- Uśmiechnął się.
"Nie ma problemu." - Spojrzałam na niego, wciąż się uśmiechając. Był trochę wysoki, ale miałam wrażenie jakby był dla mnie idealny.
Boże. Natalie. Przestań!
Powietrze wokół nas było bardzo przyjemne. Czułam się teraz jakbym miała wszystko o czym marzyłam. Jakby to było magiczne, ale wydawało się prawdziwe.
Spojrzał w dół, na mnie, lekko się uśmiechając w ten jego czarujący sposób. Ta strona nie była przerażająca, ani arogancka, ani zarozumiała... Była idealna.
Mogłam zobaczyć jego oczy, prześwitujące przez ciemne szkła okularów przeciwsłonecznych. Obserwowałam jak jego rzęsy, gdy trzepotały za każdym razem gdy tylko mrugał.
"Ma słodkie oczy." - Powiedział zwracając moją uwagę z powrotem.
Ściskało mi się serce przez każde słowo, czułam jakbym się unosiła.
"Ty też. " -Chlapnęłam. Cieszyłam się z tej, jego strony. Szczerze miałam nadzieję, że mógłby zostać taki na zawsze, wiecie... Nigdy nie okazując tej drugiej, nie zmieniając się w potwora jakim był czasami.
"Wiem, jestem przystojny, ale mogłabyś proszę przestać się gapić?"- Zapytał ze znajomym uśmieszkiem tańczącym na jego ustach.
Moje serce się posypało... Wróciła zła strona. Błysk malował się na mojej twarzy i podparłam się rękoma po bokach.
"Czemu musisz być taki zarozumiały?" - Zapytałam rozdrażniona.
"Wolę raczej być zarozumiały niż niepewny."- odciął się.
Prychnęłam. " Nie jestem niepewna! Posłuchaj siebie, jesteś idiotą! Świat kręci się wokół słońca, nie Ciebie!"
I wraz z tym odbiegłam tak szybko, jak potrafiłam, ciągnąc Coco do domu. Nie mogłam uwierzyć, że w jednej sekundzie właściwie polubiłam tego chłopaka.

2 komentarze:

  1. świetnie tłumaczysz :3 czekam na nn :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne tłumaczenie! Dziś je dopiero znalazłam i wgl. szkoda, że trochę krótkie rozdziały, no ale ty nic na to nie poradzisz... :D czekam na czwóreczkę ! :*

    Pozdrawiam, Nialler <3

    OdpowiedzUsuń